niedziela, 12 lutego 2017

Dr Irena Eris RESORT SPA ORIENT - arachidowy balsam ujędrniający

Przenieśmy się na moment do cudnych, pachnących milionem najrozmaitszych przypraw, przepięknych Indii. Wyobraźmy sobie dziewczynę imieniem Samira, która przemierza nietuzinkowo zdobione komnaty ogromnego pałacu w poszukiwaniu rzeczy, której sama nie jest w stanie nazwać - czegoś ulotnego i zwiewnego, niczym wiatr budząc ją codziennie swym zmysłowym szumem. Kobieta ta jest bowiem tylko pomocą domową, która marzy o wolności, choć przez kilka chwil - chce biec w kierunku falującego morza, rozwijając przy tym skrzydła swobody zupełnie jak najpiękniejszy ptak. Nagle, spacerując krętymi korytarzami, oświetlonymi świecami w odcieniach złota oraz czerwieni, trafia do jakże magicznego pomieszczenia, które z niemałej odległości przyciągnęło ją zapachem nadzwyczajnym i ponętnym, przypominającym rodzynki oblane karmelem. Po otwarciu drzwi, widzi ściany ozdobione ręcznie tkanymi dywanami we wszystkich kolorach tęczy oraz złote naczynia wypełnione po brzegi brązowym kremem. Podchodzi do tych bosko pachnących miseczek i zaczyna z wielką ostrożnością badać strukturę owego mazidła. Jest ono niezwykle delikatne, a woń ma tak słodką i niebanalną, że postanawia nanieść go na swą szarą i zmęczoną życiem skórę. Smarując się tym balsamem, przenosi się do świata marzeń, błądząc między snem a jawą. Staje się księżniczką, na której gładziutkich rączkach dźwięczy ogrom kolorowych bransoletek. Wypoczywa na wielkim łożu z baldachimem, a jej kruczoczarne włosy oraz wspaniałe sari są leciutko unoszone przez delikatny, pieszczący skórę wietrzyk. Relaksuje się, kosztując jakże pysznych brzoskwiń w polewie orzechowo-kakaowej, podanych na złotej paterze w orientalne wzory. Wie, iż za parę chwil odwiedzi ją jej ukochany, zabierając na spacer po ogrodach przypominających jeden z siedmiu cudów świata. Tam zapewne skradnie jej jeden pocałunek bądź dwa, wypełniając serce ogromem miłości. 
Samira kończy przyjemną wędrówkę do zaczarowanego świata marzeń, chowając wspomnienia głęboko w szufladach swego umysłu. Najważniejsze jednak, iż znalazła to czego od dawna szukała - szczęście oraz niecodzienne doznania, które odżywiły jej ciało i ukoiły nerwy. Jej skóra jest teraz gładziutka i dogłębnie nawilżona - jeszcze nigdy nie była aż tak nieskazitelna. Z pewnością jeszcze kiedyś wróci do tej magicznej komnaty, a owy zabieg pozostanie jej malutkim, jakże cudownym sekretem.

Po tym jakże baśniowym wstępie, chciałabym przejść do recenzji właściwej doskonałego balsamu na zimowe wieczory, który otuli Naszą skórę jakże aromatyczną pierzynką rozkoszy - mowa oczywiście o arachidowym balsamie ujędrniającym z serii Resort Spa Orient od Dr Ireny Eris. 

Powiem szczerze, iż owy kosmetyk bardzo szybko zyskał miano mego ulubionego, głównie z uwagi na niesamowitą woń oraz przecudne działanie. Stosując go, czuję się zupełnie jak dziewczyna z mej opowieści - odpływam do odległego, magicznego świata marzeń, gdzie jestem piękną księżniczką, za którą szaleją wszyscy przystojniacy. 

Dr Irena Eris Resort Spa Orient - arachidowy balsam ujędrniający
Dr Irena Eris Resort Spa Orient - arachidowy balsam ujędrniający

Balsam pachnie przepięknie - ma lekką nutkę alkoholową, przez co w kilka chwil rozpala zmysły do czerwoności. :) Mi ta woń przypomina zapach wina Malagi, które słynie z woni rodzynek oblanych karmelem. :) 

Teraz poświęcę chwilkę na opis działania. Balsam doskonale wygładza skórę - po jego użyciu jest ona miękka i delikatna (po kilku zastosowaniach gołym okiem widać różnicę w stanie skóry). Jeśli chodzi o ujędrnianie, zauważyłam, iż ciałko faktycznie jest bardziej elastyczne - oczywiście, bez ćwiczeń nie ma co wymagać cudów, ale pewną zmianę dostrzegłam. Balsam nawilża doskonale - na tym polu spisuje się w 100%. Dla mnie jest idealnym wyborem na okres zimowy, gdy skóra, wymęczona przez ostre mrozy, faktycznie potrzebuje dogłębnego nawilżenia. I ten zapach - mogę o nim pisać poematy, bo jest boski!

Dr Irena Eris Resort Spa Orient - arachidowy balsam ujędrniający
Dr Irena Eris Resort Spa Orient - arachidowy balsam ujędrniający

Jeśli chodzi o skład, dominują tutaj: olej z brzoskwini, masełko kakaowe, olej z orzechów arachidowych - moim skromnym zdankiem rewelacyjna mieszanka. 

Cena rynkowa: 89 zł/200 ml


Polecam ten kosmetyk, gdyż według mnie jest to jeden z lepszych balsamów na rynku - moje ciałko pokochało go od pierwszego zastosowania. :)

A Wy czym rozpieszczacie swą skórę podczas mroźnej zimy? 

Pozdrawiam :)


sobota, 4 lutego 2017

ORIGINS No Offense - dezodorant w sztyfcie

Zima ciągle okrywa swym mięciutkim tiulem bieli ulice mej rodzinnej Łodzi, a ja postanowiłam w ten jakże mroźny czas podzielić się z Wami recenzją produktu, który mam okazję testować już od dłuższego czasu, czyli dezodorantu w sztyfcie ORIGINS No Offense.
Co prawda, działanie tego typu produktów lepiej sprawdzać podczas cieplutkiego lata, gdy upały dają Nam nieźle w kość, jednak z uwagi na sporo stresujących sytuacji w mym życiu, myślę, iż udało mi się skutecznie ocenić możliwości owego kosmetyku. 

ORIGINS No Offense
ORIGINS No Offense

Zacznijmy od składu, który jak w większości produktów marki ORIGINS robi niezłe wrażenie. Jest to jeden z tak zwanych dezodorantów naturalnych, gdyż nie zawiera alkoholu oraz aluminium - aktualnie ciężko spotkać na rynku produkt chroniący skutecznie przed potem bez owych specyfików, więc już tu daje temu kosmetykowi ogromnego plusa. Skład właściwy to olej z gorzkiej pomarańczy, olej z bergamotki, ekstrakt z jaśminu, ekstrakt z czarnej porzeczki oraz ekstrakt z pelargonii - brzmi całkiem fajnie. :)

ORIGINS No Offense
ORIGINS No Offense

Jeśli chodzi o działanie, dezodorant jest skuteczny, o ile używa się go dwa razy dziennie. Ja smaruje się nim rano, przed pracą, a następnie wieczorkiem, po prysznicu. Przez cały czas spędzony w pracy nie czuję nieprzyjemnego zapachu, a adrenalinka skacze mi tam bardzo często. Po 9 godzinach z pewnością nie śmierdzę, a to jest najważniejsze. Nie wiem, czy owy produkt sprawdzi się podczas ekstremalnych wysiłków - wtedy jednak rezultat zda chyba tylko dezodorant o tradycyjnym składnie (z aluminium), gdyż tylko to da gwarancję świeżości. Ja na szczęście potrzebuję dezodorantu, który uchroni mnie przed brzydkim zapachem w codziennych sytuacjach, gdy nie wysilam się spektakularnie, a w tym dezodorant ORIGINS sprawdza się w 100%. Kosmetyk pachnie bardzo przyjemnie i niezwykle świeżo - głównie wyczuwam tu mieszankę pomarańczy z porzeczką. Wydajność jest rewelacyjna - produkt spokojnie starczy na kilka miesięcy ciągłego używania. Jak widać na powyższym zdjęciu, dezodorant ma formę wykręcanego sztyftu. Bardzo ważne jest dla mnie, że po zastosowaniu owego produktu nie mam uczucia lepkości pod pachą - dodatkowo, szybko wysycha i nie zostawia białych śladów na ubraniach. Zakupiłam dwa takie dezodoranty - jeden dla siebie, drugi dla mojej mamy (obie jesteśmy bardzo zadowolone z jego użytkowania). Dodam, iż jak to przystało na dezodoranty o bardziej naturalnym składzie, na początku skóra musi się do niego przyzwyczaić, więc przez pierwsze 2 tygodnie jego używania potliwość może być większa (po tym czasie wszystko wraca do normy). U mnie dezodorant sprawdzał się od początku, moja mama jego pozytywne działanie odkryła dopiero po tym 2-tygodniowym okresie przejściowym - wszystko zależy od skóry. Oczywiście, polecam ten produkt - głównie z uwagi na rewelacyjny skład i świetne działanie.

Cena rynkowa: 99 zł/75 ml


A Wy jakich produktów używacie do ochrony przed potem w jakże stresujących sytuacjach, które codziennie przynosi Nam życie?

Pozdrawiam :)

niedziela, 22 stycznia 2017

ORIGINS Make A Difference Plus+ Rejuvenating Moisturizer - krem nawilżający

Dziś, z uwagi na ciągłe mrozy i szalejący śnieg za oknem, postanowiłam napisać recenzję jednego z lepszych kremików nawilżających, który z pewnością odżywi buźkę w te jakże zimne dni.
Make A Difference Plus+ Rejuvenating Moisturizer od marki ORIGINS odkryłam przypadkiem, buszując wśród kosmetycznych nowości i od razu zapragnęłam, by ten śliczny, szmaragdowy słoiczek znalazł się na mojej wypełnionej najróżniejszymi cudeńkami półeczce.  

ORIGINS Make A Difference Plus+ Rejuvenating Moisturizer
ORIGINS Make A Difference Plus+ Rejuvenating Moisturizer

Zacznę od konsystencji owego kremiku - jest ona bardzo lekka, absolutnie nie masłowa, więc nie odczuwamy, iż nakładamy na twarz lep na muchy.  Pomimo to, kosmetyk doskonale nawilża i sprawia, iż problem suchych skórek w okolicy brwi zdecydowanie nie będzie spędzał nam snu z powiek. Kremik można stosować zarówno rano, pod makijaż (zapewniam, iż nie będziemy się po nim masakrycznie świecić), jak i wieczorem. Zapach jest przepiękny - delikatny, świeży, budzący do życia wszystkie zmysły. 

ORIGINS Make A Difference Plus+ Rejuvenating Moisturizer
ORIGINS Make A Difference Plus+ Rejuvenating Moisturizer

Wydajność oceniam zdecydowanie in plus, gdyż stosuję ten kremik już drugi miesiąc i zużyłam dopiero 1/3 słoiczka.  Jeśli chodzi o skład, jak w większości produktów marki ORIGINS, dominują tutaj naturalne olejki oraz ekstrakty. Główny to wyciąg z róży jerychońskiej, która jest szczególnie znana z dużej odporności na suszę - toczy się po pustyni, przypominając zlepek dawno zwiędniętych roślin, a gdy otrzyma choć kroplę wody, natychmiast wraca do świata żywych, rozwijając swe gałązki. Dodatkowo, mamy tutaj ekstrakty z: arbuza, liczi, róży damasceńskiej, irysa, jabłka, kawy, magnolii, śnieżnika. Główne olejki pochodzą z: wetiwerii pachnącej, liści mięty, pomarańczy, skórki cytryny, bergamotki. W składzie występuje również masełko z kokum oraz nasion mango, jak i mające niezwykle nawilżające właściwości shea butter. Moim zdaniem owa lista jest dość bogata, co w dużym stopniu zachęca do używania kremiku Make A Difference Plus+ Rejuvenating Moisturizer - ja jestem zdecydowanie na TAK, gdyż sucha skóra to w moim przypadku tylko wspomnienie!

Cena rynkowa: 185 zł/50 ml


Próbowałyście już może tego kremiku lub innych kosmetyków marki ORIGINS?

Pozdrawiam :)

środa, 18 stycznia 2017

ORGANIQUE BASIC CLEANER - żel do mycia twarzy

Jakiś miesiąc temu, jeszcze przed gwiazdką, natrafiłam na świetną promocję. Po wpisaniu na stronie Organique swojego maila, otrzymywało się kupon uprawniający do otrzymania żelu do mycia twarzy o pojemności 50 ml za 1 grosz (przy samej wizycie, bez konieczności dokonania zakupu). Uwielbiam sklep Organique, głównie z uwagi na fakt, iż produkty tam sprzedawane jeszcze nigdy nie uczuliły mej skóry. Wydrukowałam dwa kuponiki ( dla siebie oraz dla mojej mamy) i popędziłyśmy do sklepu odebrać Nasze miniaturki. Zapas żeli skończył się w parę dni, jednak nam udało się otrzymać upragnione kosmetyki. :)

ORGANIQUE BASIC CLEANER
ORGANIQUE BASIC CLEANER

Żel to jedno z moich odkryć tego roku. Jest przeznaczony do każdego typu cery, z włączeniem wrażliwej oraz alergicznej. Głównym składnikiem myjącym jest tutaj Proteol APL, czyli naturalny środek pozyskiwany z soku jabłkowego. Używam tego kosmetyku do mycia buźki i szczerze mówiąc, sprawdza się rewelacyjnie - według opisu producenta można go również stosować do demakijażu oczu, jednak ja w tym celu wybieram raczej dwufazowy płyn. Mam ogromne problemy z trądzikiem, jednak ten kosmetyk absolutnie nie powoduje pogorszenia stanu mojej cery - nie uczula, nie piecze, nie wysusza. Delikatnie myje, jednocześnie wyrównując poziom nawilżenia skóry - zdecydowanie można to odczuć, gdyż moja buzia po jego użyciu jest aksamitna, dokładnie oczyszczona i jednocześnie niezwykle promienna. Kosmetyk ma dość wodnistą konsystencję, jednak w niczym nie utrudnia to aplikacji - doskonale się pieni i jest mega wydajny (ciągle jeszcze mam ową miniaturę, a używam jej prawie codziennie). Spełnia wszystkie moje oczekiwania w stosunku do dobrego żelu do mycia twarzy, jednocześnie przyjemnie łechtając zmysł węchu, gdyż woń ma bajeczną!

ORGANIQUE BASIC CLEANER
 ORGANIQUE BASIC CLEANER

Produkt zdecydowanie wart jest poświęcenia mu uwagi, przetestowania i sprawdzenia na własnej buźce, jak dogłębnie pielęgnujące ma właściwości. Koszt tego cudeńka jest dość spory, jednak myślę, iż w przyszłości skuszę się na pełnowartościowy produkt - tym bardziej, iż często w Organique są różne promocje (np. teraz - do końca stycznia -30% na zakupy w sklepie internetowym).

Cena regularna: 79,90 zł/200 ml


A Wy znacie markę Organique?

Pozdrawiam :)
 

sobota, 14 stycznia 2017

Benefit Soft & Natural Brows - zestaw do stylizacji brwi

Witam Was moi drodzy. 

Dziś przybywam z recenzją zestawu zakupionego podczas ostatnich dni rabatowych (25%) w perfumerii Sephora. Postanowiłam nabyć coś do moich jakże niesfornych brwi, gdyż kredka której dotychczas używałam swój czas świetności pozostawiła na krętych ścieżkach przebytych dawno, dawno temu. :) Po długim namyśle i czytaniu recenzji w domowym zaciszu, zdecydowałam się na zestaw od marki Benefit - Soft & Natural Brows - w odcieniu numer 3, czyli Medium. Posiadam jasną karnację i rude włoski, więc miałam pewne obawy, związane z doborem odcienia zestawu. Zasięgnęłam rady profesjonalnej makijażystki marki Benefit, która akurat znajdowała się w łódzkiej Sephorze. Zdecydowanie doradziła mi opcję 3, która miała być dla mnie wyborem idealnym. Uprzedzając fakty, tak też się stało - odzień jest fantastyczny! Zastanawiałam się nad 2, jednak myślę, iż byłaby zdecydowania za jasna. Wersji kolorystycznych jest aż 6, więc każdy z łatwością dobierze produkt doskonale współgrający ze swą karnacją.

Set Benefit Soft & Natural Brows
Set Benefit Soft & Natural Brows

Zawartość zestawu to istna magia. Po pierwsze, mamy tutaj instrukcję dla nowicjuszy, czyli książeczkę z drobnymi wskazówkami jak idealnie wykonać makijaż swych brwi - to wyłoniło się najpierw z przepięknego, świetlistego pudełeczka. Następnie, widzimy boską puszeczkę, dla której już wymyśliłam co najmniej dziesięć przeznaczeń. :)

Set Benefit Soft & Natural Brows
Set Benefit Soft & Natural Brows

Przechodząc do zawartości właściwej, znajdziemy tutaj szablon do makijażu brwi w dwóch wariantach, dwie pełnowartościowe kredki oraz połowę objętości pełnowartościowego żelu do stylizacji brwi w ślicznym, srebrnym opakowaniu - super, nieprawdaż? :)

Szablony Benefit Soft & Natural Brows
Szablony Benefit Soft & Natural Brows

Szablony występują w dwóch wariantach, a mianowicie: do prostych brwi, do brwi zaokrąglonych (w kształcie łuku). Nie testowałam jeszcze tego cudeńka, gdyż codziennie rano, szykując się do pracy, każda minuta jest dla mnie jakże cenna. Potrafię sama wykonać makijaż brwi dostosowany do mych potrzeb, a ten wynalazek troszkę przedłużyłby tą czynność. Myślę, że osoby zaczynające swą przygodę z uwydatnianiem brewek będą z owego przedmiotu mega zadowolone - dla mnie chwilowo nie jest to rzecz pierwszej potrzeby. 

Goof Proof Brow Pencil Benefit 
Goof Proof Brow Pencil Benefit

Zestaw zakupiłam głównie z dla kredki do makijażu brwi Goof Proof. Moim zdaniem jest cudowna! Na pierwszy rzut oka wydaje się twarda (zwłaszcza gdy testuje się ją na ręce), jednak podczas malowania brwi jest wprost znakomita i ma doskonalą konsystencję. Dodatkowo, kształt jest również godny polecenia - taki mini diamencik o spiczastej końcówce, który wspaniale wypełnia najdrobniejsze luki. Kredka jest wysuwana, co dla mnie jest rozwiązaniem rewelacyjnym - niezbyt lubię szybko zasuwać po temperówkę, gdy dodatkowo spieszę się do pracy. Na uwagę zasługuje również grzebyczek na drugim końcu kredki, który idealnie rozprowadza produkt na całych brwiach i sprawia, że efekt jest oszałamiający!

Goof Proof Brow Pencil Benefit - 3
 Goof Proof Brow Pencil Benefit - 3

Jak już wcześniej wspomniałam, zakupiłam kredkę w wersji kolorystycznej numer 3. W zestawie znajdziemy produkt pełnowartościowy.

Cena rynkowa: 125 zł/0,34 g 



High Brow Benefit
 High Brow Benefit

Kolejnym elementem zestawu jest pełnowartościowa kredka High Brow, której zadaniem jest rozświetlenie miejsca pod łukiem brwiowym. Efekt jest znakomity - brwi w idealnym, brązowym odcieniu i rozjaśniony dół - mega! Jeśli zależy Wam moje drogie na grze świateł i stworzeniu niebanalnego kontrastu, ten produkt powinnyście zakupić w pierwszej kolejności. Spodziewałam się, iż będzie to jeden z tych kosmetyków, które absolutnie nic nie czynią, czyli taki bubel w designerskim opakowaniu. Nic bardziej mylnego - wystarczy nanieść trochę produktu pod łuk brwiowy, rozetrzeć palcem i mamy piękny, świetlisty efekt. Zajmuje to z 3 sekundy, a jaki rezultat - po prostu wow! Muszę jeszcze zaopatrzyć się w temperówkę, gdyż kredka nie jest wysuwana.

Cena rynkowa: 115 zł/2,8 g


Ready, Set, BROW! Benefit 
Ready, Set, BROW! Benefit

Ostatnim elementem zestawu jest utrwalający żel do brwi Ready, Set, BROW!. Znajdziemy tu produkt o objętości równej połowie pełnowartościowego produktu - w moim odczuciu jest go sporo. Kosmetyk jest bardzo fajny. Nanosimy go po wcześniejszym pomalowaniu brwi kredką Goof Proof i makijaż utrzymuje się cały dzień. Brwi absolutnie nie są sklejone. Nie odczuwam również ciężkości, a wszytko wygląda bardzo estetycznie. Już nie muszę się martwić, że włoski sterczą mi na wszystkie strony - żel trzyma me brwi w ryzach przez 8 godzin pracy. Demakijaż to również nie problem - przy pomocy płynu dwufazowego kosmetyk schodzi doskonale.

Cena rynkowa: 125 zł/7 ml


Zestaw szczerze polecam, gdyż cena za tyle produktów nie jest bardzo wygórowana, a efekt jest przepiękny. Myślę, iż już nie będę eksperymentować i te produkty na stałe zagoszczą w mym domu, gdyż jestem nimi oczarowana!

Cena rynkowa zestawu: 179 zł

A Wy czego używacie do makijażu brwi? Macie jakieś sprawdzone triki?

Pozdrawiam :)

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Lancome TEINT IDOLE ULTRA 24H - podkład w odcieniu 010 Beige Porcelaine

Dziś przybywam do Was z recenzją mojego najnowszego zakupu podczas dni zniżki w Sephorze (25% na wszystkie produkty do makijażu). Skusiłam się na podkład, który był na mojej liście kosmetyków pierwszej potrzeby od jakiegoś miesiąca. Aktualnie prezentuje się bosko na mojej półeczce, lśniąc niewiarygodnym blaskiem dzięki magicznemu symbolowi kwitnącej róży. Mowa oczywiście o cudownym podkładzie Lancome TEINT IDOLE ULTRA 24H.

Lancome TEINT IDOLE ULTRA 24H - 010 Beige Porcelaine
Lancome TEINT IDOLE ULTRA 24H - 010 Beige Porcelaine

Moja ulubiona konsultantka w łódzkiej Sephorze doradziła mi odcień 010 Beige Porcelaine i jest on strzałem w dziesiąteczkę. Najpierw testowałam sobie podkładzik w domu - Pani sporządziła mi próbeczki odcieni 010 Beige Porcelaine oraz 01 Beige Albatre. Ten drugi okazał się zbyt ciemny i lekko wpadający w pomarańcz - strasznie źle się w nim czułam. 010 to zdecydowanie mój kolor - jasny, gdyż mam raczej bladą cerę, jednak nie trupio blady. Ta barwa niezwykle ożywia moją buźkę oraz nie zostawia plam. 

Lancome TEINT IDOLE ULTRA 24H - 010 Beige Porcelaine
Lancome TEINT IDOLE ULTRA 24H - 010 Beige Porcelaine

Przejdźmy do działania. Mam ogromny problem z tłustą cerą oraz intensywnym trądzikiem. Ten podkład absolutnie nie zapycha, ani nie powoduje błyszczenia mojej buźki. Dodatkowo, pięknie wygładza cerę, dodając jej zdrowego look'u. Zapach też mi się podoba - jest mega świeży i energetyzujący (zawsze pobudza mnie rano do działania). Krycie jest dość mocne, jednak nie powoduje efektu maski, na czym bardzo mi zależało. Moje blizny są przykryte miękkim woalem o soczystym odcieniu, a twarz w końcu wygląda elegancko!

Reklama podkładu Lancome TEINT IDOLE ULTRA 24H
Reklama podkładu Lancome TEINT IDOLE ULTRA 24H

Podkład utrzymuje się na mojej buźce przez 9 godzin (praca plus dojazd) i ciągle wygląda dobrze. Czasem potrzebuję drobnego przypudrowania noska, ale to wszystko. Cera prezentuje się nieskazitelnie i nareszcie nie straszę wszystkich niejednolitym kolorytem skóry. Kosmetyk ten spełnia wszystkie moje oczekiwania i jestem z niego mega zadowolona. Dodatkową zaletą jest filtr SPF 15. W sumie, wiedziałam co kupuję, gdyż wcześniej poddałam go kilkudniowym testom dzięki próbeczkom. :)

Cena rynkowa: 179 zł/30 ml


A Wy używałyście tego podkładu? Też zrobił na Was tak pozytywne wrażenie?


Pozdrawiam :)



niedziela, 25 grudnia 2016

CHANEL No 5 L'Eau

Każdy z Nas marzy o innym, jakże nietuzinkowym prezencie, który ubarwi życie i wywoła szeroki uśmiech na buźce. Ja bardzo chciałam otrzymać od Mikołaja najnowszą perfumeryjną propozycję marki CHANEL, czyli wnuczkę klasycznego, ponadczasowego zapachu-legendy - No 5 L'Eau.

CHANEL No 5 L'Eau
CHANEL No 5 L'Eau

Nawet sobie nie wyobrażacie, jak wielka radość wypełniła moje szybciutko bijące serduszko. Gdy w tym jakże wyjątkowym okresie spełnią się marzenia, zamknięte głęboko w szufladach umysłu, to tak jakbyśmy przeżywali na jawie magiczny sen.

CHANEL No 5 L'Eau
CHANEL No 5 L'Eau

Zapach jest przepiękny - taki zwiewny i niesamowicie lekki. Wcześniej miałam okazję go testować w próbkach 2 ml i utrzymywał się na mojej skórze koło 7 godzin, choć to woda toaletowa. Wczoraj po wyjęciu flakonika z cudnego opakowania, charakterystycznego dla marki, popsikałam się oczywiście eliksirem zmysłowości zamkniętym w środku. Dziś rano, po przebudzeniu, ciągle czułam tą woń na nadgarstkach - trwałość jak na wodę toaletową jest obłędna!

Reklama perfum CHANEL No 5 L'Eau
Reklama perfum CHANEL No 5 L'Eau


Cena rynkowa: 419 zł/50 ml

Twarzą zapachu została córka Johnny'ego Deppa - Lily-Rose Deep. Ten fakt świadczy o rześkim charakterze perfum, zupełnie odmiennym od pierwowzoru No 5. Dla mnie klasyk jest zbyt duszący, a wersja L'eau ma oczywiście podobne nuty zapachowe, jednak nie aż tak bardzo intensywne oraz przytłaczające. Głównie wyczuwam tutaj cytrusy, przełamane wonią piżma - coś cudownego! Otrzymałam flakonik 50 ml więc przez całą zimę będę kroczyć po świeżutkim, bielutkim śniegu, ubrana w CHANELA.
 
Oczywiście, życzę Wam moi drodzy Wesołych Świąt oraz Szczęśliwego Nowego Roku. Zdrówka i spełnienia najskrytszych marzeń!

Pochwalcie się swoimi prezentami - czy były to te upragnione?

Pozdrawiam :)